Archiwum dla: Marzec2014

Biegnąc z potworami

okład

“Jestem znany jako “zaklinacz ćpunów”. Ciężko pracowałem na ten tytuł. Pomagałem uzależnionym z różnych środowisk i oferowałem im wsparcie, zachętę i przewodnictwo oparte na moich własnych doświadczeniach żeglowania przez wzburzone morza narkotykowego i alkoholowego uzależnienia. Znam ból i desperację nałogu z lat które zmarnowałem i z wielu nieudanych prób odwyku. To była dziwna podróż. Zacząłem ją jako nastoletni pijak z przedmieść południowej Kalifornii, a skończyłem jako przyboczny Red Hot Chili Peppers i Dr. Drew z „Celebrity Rehab”.

Tak Bob Forest rozpoczyna swój pamiętnik „Running with Monsters”, który ukazał się jesienią 2013 roku nakładem wydawnictwa Crown z Nowego Jorku. To bardzo szczere wyznania człowieka, który dostał od losu ogromny muzyczny talent i wiele możliwości jego rozwijania, ale nie wahał się, by zmarnować to wszystko i pogrążyć w mrokach podsycanych kolejnymi dawkami heroiny, cracku i alkoholu. Wkroczywszy w towarzystwo złotych chłopców Hollywood, takich jak muzycy z RHCP i Fishbone, Johnny Deep czy River Phoenix, używkami i gotowością do codziennie nowych szaleństw zagłuszał brak pewności chłopaka z przedmieść i – jak sam otwarcie przyznaje – zżerającą go skrycie zazdrość o ich bardziej spektakularne muzyczne i show biznesowe kariery. Kilkanaście lat i ponad 20 odwyków później Bob Forrest jest terapeutą w klinikach odwykowych, prowadzi własny program radiowy, ma rodzinę i „zmienił się z ćpuna w anioła”. Powstał o nim w 2011 roku film dokumentalny „Bob and The Monster”.

Kontynuuj czytanie >>

John Frusciante: Wojna i pokój

okład2

W umyśle Johna Frusciante rozgrywa się bitwa. Jego muzyczny świat to świat przeciwieństw i gatunkowych mariaży, gdzie to, co tradycyjne splata się z tym, co odlotowe, a matematyczne równania w jakiś sposób łączą się z ekspresją uczuć. Gitara zawsze będzie bazowym instrumentem byłego członka RHCP, ale jego najnowsza broń z wyboru to muzyczne maszyny. „Roland MC-202s [syntezator z wczesnych lat 80.] jest jednym z moich ulubionych instrumentów, „ – mówi. „To samo dotyczy automatów perkusyjnych, samplerów, komputerów i innych syntezatorów.”

Dla Frusciante największą zaletą tych instrumentów jest to, że jeśli raz nauczysz się nimi posługiwać, możesz z miejsca tworzyć dźwięki wszystkich rodzajów instrumentów. Frusciante ma w zasadzie sześć MC-202s, których używa w różnych kombinacjach, by przekładać partie gitarowe na partie syntezatorowe. Korzystając z kilku urządzeń, może przetwarzać każdą gitarową strunę za pomocą jednego z nich i w ten sposób udoskonalać w nieskończoność brzmienie każdej ze strun.

„W tej chwili jestem tak samo biegły w programowaniu, jak w graniu na gitarze.”- mówi. „Od kiedy nauczyłem się tego języka i zintegrowałem go z moimi naturalnymi skłonnościami jako muzyka, czasami czuję się jakbym był dowódcą na wojnie. Jakby coś się spierdoliło, a ja powinienem to naprawić. Jakby były dwie skłócone ze sobą strony, z których jedna musi wygrać, a druga musi przegrać. Jedna musi być schwytana i zniewolona przez tę drugą. W jakiś sposób jest to podobne do grania w wojenną grę komputerową. Czytam książki o takich sprawach jak wojna, bo przypominają mi sposób w jaki myślę, gdy tworzę muzykę.”

Frusciante podkreśla fakt, że programowane instrumenty są „posłuszne mózgowi” – najważniejszemu instrumentowi kompozytora. Twierdzi, że dzięki nim czuje, że nie ma fizycznych przeszkód pomiędzy muzyką w jego wyobraźni, a dźwiękami, które tworzy. Opowiada, że w równym stopniu inspirują go klasyczni XX-wieczni kompozytorzy, tacy jak Igor Strawiński i Iannis Xenakis, jak i współcześni elektroniczni eksperymentatorzy, np. Tom „Squarepusher” Jenkinson, który jest jednocześnie wirtuozem klasycznej gitary basowej i mistrzem programowania.

Frusciante przyznaje, że zaraził się muzyką elektroniczną kiedy stworzył Speed Dealer Moms, eksperymentalną „acid housową” grupę wraz ze swoimi przyjaciółmi: Aaronem Funkiem i Chrisem McDonaldem. Sześć lat później nagrał „Enclosure” swój jedenasty solowy album, który w dużej mierze opiera się na programowaniu. Opisuje go jako osobisty muzyczny przełom, małżeństwo zawiłych gitarowych kompozycji ze znajomością elektroniki, którą zdobył tworząc poprzednie albumy „Empyrean” i „PBX Funicular Intaglio Zone”.

„To wspaniałe czasy by być muzykiem.” – mówi kreatywny Frusciante. Wyjaśnia Premier Guitar dlaczego czuje się tak pewnie jako twórca i szczerze opisuje swój aktualny sposób tworzenia muzyki.

Czy możesz opowiedzieć jak zakochałeś się w gitarze i dlaczego chciałeś grać?

Kontynuuj czytanie >>

Shadows Collide With People – 10 lecie płyty

okład

Johna Frusciante już za sam tytuł tej płyty pokochałaby wszystkie babcie moich znajomych. Dogadał by się też znakomicie z krawcową mojej mamy, która o swoim wiele lat temu zmarłym mężu opowiada tak, jakby nadal dzielił z nią życie… To nic, że nie znają się na muzyce rockowej, a z narkotyków próbowały co najwyżej makowca. Już widzę jak sadzały by go na honorowym miejscu przy stole, poiły herbatkami i mówiły o nim per: nasz Janek…

Otóż te przemiłe starsze panie podobnie jak John żyją w rzeczywistości, gdzie duchy zderzają się z ludźmi i bynajmniej nie ma znaczenia czy robią to w Londynie, w Los Angeles czy na podlaskiej wsi. Czwarty wymiar mógłby okazać się bardziej globalny niż nam się wydaje, a rzeczywistość tak samo ukształtowana zależnie od tego, jak na nią patrzymy.

Ale wróćmy do „SCWP”. Czwarty solowy album Johna Frusciante ukazał się 24 lutego 2004 roku i pod wieloma względami różnił się od poprzednich pozycji w jego dyskografii. Choć prace nad tworzeniem zawartych na nim piosenek przebiegały z przerwami niemal 2 lata, podczas których John przemierzał świat z RHCP i pracował nad utworami na płytę „By the Way”, jak sam twierdził po raz pierwszy miał tak spójną i konkretną wizję albumu. Po drugie po raz pierwszy nagrał materiał w profesjonalnym studiu, rezygnując ze swoich ukochanych chałupniczych metod.

Kontynuuj czytanie >>