Archiwum dla: Czerwiec2014

Nie dla narkotyków, tak dla religii – czy rock`and roll odszedł na zawsze? OOR magazine (2002) (NL)

33c4f37628c8291da941f6d297afbfaf0b09e134

„Zdrowszy, szczęśliwszy, bardziej efektywny, spokojniejszy, nie piję raczej dużo” – cynicznie śpiewał Tom York. Te słowa, z wyjątkiem „raczej dużo” i „cynizmu” często powtarzają się w czasie rozmowy z Flea i Johnem Frusciante z RHCP. Nowa płyta „By the Way” w założeniach wydaje się kontynuacją ballad z „Californication”, i jak mówią same Papryczki, jest wynikiem pragnienia bycia wrażliwszymi,słuchania swojego wewnętrznego głosu i rozwoju osobistego. Czy rzeczywiście Chili Peppers wyrośli z rock`and rolla?

Jesteśmy w Santa Monica, jest 5 maja 2002 roku, godzina 22.00. Zdenerwowana kobieta z wytwórni płytowej przygotowuje się do włączenia płyty z nowymi piosenkamiOormagazine RHCP, na które wszyscy tak długo czekali. To dla niej bardzo stresująca chwila – dziennikarze, którzy siedzą w wynajętym hotelowym apartamencie, chcą dowiedzieć się czy ta płyta będzie takim samym przebojem jak „Californication” (album, który odniósł gigantyczny sukces i rozszedł się w nakładzie ponad 12,5 mln kopii)? „Przypominam, że praca nad albumem nie została jeszcze zakończona. Do płyty zostaną dodane nowe utwory, a jedna lub dwie piosenki mogą wypaść z przygotowanego zestawu. Zrozumieliście?” – dodaje tonem surowej, ale znerwicowanej nauczycielki. Przeklina, gdy u kogoś z zebranych dzwoni telefon. Przy czwartym dzwonku niecierpliwie pyta, dlaczego do tej pory nikt nie przyniósł jej kawy, której tak „cholernie potrzebuje”.

Nie możecie sobie wyobrazić wyraźniejszego kontrastu, niż ten między nastrojem otoczenia, a nastrojem członków RHCP. Póki co nerwowi Amerykanie, przeklinający cały świat dominują. Pamiętacie teledysk w którym Pepersi mkną przez pustynię, beztrosko rozwaleni na siedzeniach kabrioletu, napawając się pięknem i spokojem przyrody? W pewnym stopniu ten nastrój towarzyszy także odsłuchiwaniu nowego albumu. Weźmy chociażby „Zephyr Song” – refleksyjną piosenkę o miłości z wybitnymi jak zawsze gitarowymi riffami Johna Frusciante i przepięknymi wokalami Kiedisa oraz Frusciante, kojarzącą się nieco ze stylem The Beatles. Producentowi Rickowi Rubinowi tak spodobały się chórki na poprzedniej płycie, że poprosił by tym razem wykorzystać je jeszcze szerzej. Frusciante z kolei wziął kilka lekcji śpiewu i ich rezultaty wyraźnie słychać.

Kontynuuj czytanie >>